Wyobraźmy sobie słoneczny letni dzień na szlaku do Morskiego Oka. Tłum turystów, całe rodziny, młodzież i starsi, roześmiane dzieci. Po drodze ławeczki, toalety, asfaltowa komfortowa droga. Idzie się wygodnie, jest gdzie odpocząć, załatwić potrzeby, zrobić piknik po drodze, jednym słowem sielanka wprost z parku rozrywki. Brakuje jeszcze koszy na śmieci, latarni i straganów z pamiątkami. A teraz wyobraźmy sobie rodzinę z małymi dziećmi, która po przejściu sielankowego spaceru nad MOko, postanowi wybrać się na Kasprowy, lub co gorsza na Giewont, bo przecież to w końcu symbole polskich Tatr i wypada je zdobyć. Kiedy jednak nasi bohaterowie znajdą się powyżej Myślenickich Turni lub Hali Kondratowej, kończy się park rozrywki, a zaczyna odosobiony niegościnny teren, który może zaserwować nie tylko piękne widoki, ale i całkiem groźne sytuacje, które potrafią mocno zaskoczyć niedoświadczonych turystów. Burze, nieznośne upały, porywisty wiatr, opadnięcie z sił - w każdej chwili mogą spotkać nas na szlaku. Co więcej, nawet najlżejsza na nizinach dolegliwość, jak ból brzucha czy głowy, podczas długiej górskiej wędrówki może okazać sie nieznośnym i całkiem poważnym kłopotem. A do tego wszystkiego to my - dorośli jesteśmy odpowiedzialni za nasze małe dzieci.

Odpowiedni wiek

Czy 10 lat lat to odpowiedni wiek, by zabierać dziecko na Kościelec? Zdania będą podzielone. Niektórzy doświadczeni rodzice, np. przewodnicy górscy, siłą rzeczy wcześniej zaprowadzą dziecko w trudny teren, ponieważ najczęściej, będą mogli mu zapewnić odpowiednią asekurację. A jeśli chodzi o amatorów górskiego trekkingu? Dla pewności - lepiej być bardziej, niż mniej zachowawczym i obserwować dziecko podczas stopniowego zwiększania trudności wyjść. Sami wtedy najlepiej wyczujemy, czy to już odpowiedni czas na kilkunastogodzinną wyprawę lub wyjście w teren z ekspozycją. Często przytaczane powiedzenie "chcesz poznać człowieka, zabierz go w góry" w przypadku naszych dzieci ma szczególne znaczenie. Wychodząc z dzieckiem na górski szlak i przebywając razem wiele godzin w zupełnie niecodzinnych warunkach, czasem trudnych, czasem nieoczekiwanych, jesteśmy w stanie jako rodzic, poznać sposób reagowania, predyspozycje, mocne i słabe strony naszego dziecka. Sam rodzic przecież bywa czasem zaskoczony własnymi reakcjami na trud wędrówki. Dlatego najlepiej, gdy poznajemy się wzajemnie w bezpiecznym terenie i dopiero, kiedy - na podstawie wielu doświadczeń - potrafimy przewidzieć, czy dziecko poradzi sobie na danej trasie, możemy planować kolejne - większe wyzwania.

Dorosłe ambicje

Warto mieć na uwadze, że dziecko - owszem - regeneruje się błyskawicznie, natomiast jest dużo mniej wytrzymałe, bo zwyczajnie ma słabszą konstrukcję fizyczną i nie mam na myśli kondycji, bo to sprawa całkiem indywidualna. Nie możemy mierzyć siebie - dorosłego rodzica - z kilkulatkiem, nawet najbardziej wysportowanym. Więc nasze ambitne cele chowamy do kieszeni. Jeśli mamy pragnienie eksplorować trudny teren podczas całodobowych wyryp, zaplanujmy sobie po prostu dorosły wyjazd. A podczas rodzinnych wyjść w góry, wybierajmy szlaki wyłącznie pod predyspozycje i doświadczenie dziecka.

Przygotowanie

Być przygotowanym na dosłownie każdą ewentualność najzwyczajniej - nie da się. Ale wychodząc z dzieckiem w góry bez wątpienia należy spakować do plecaka coś więcej, niż butelkę wody i kurtkę przeciwdeszczową. Na pewno skrupulatnie wyposażamy apteczkę oraz zabieramy dodatkowe ubranie, a jeśli chodzi o ilości, to jestem zwolennikiem zasady "weź więcej, niż myślisz, że ci się przyda". I mimo, że lista jest długa, to jakimś cudem udaje nam się spakować w plus minus 30-40 litrów Checklistę ekwipunku znajdziecie tutaj.

Przygotowując się do wyjścia sprawdzamy rzecz jasna prognozy pogody i mamy w zanadrzu również plan B, czyli alternatywną trasę w przypadku konieczności szybkiego odwrotu. A to oznacza, że znamy okolicę, w której się w danym momencie znajdujemy i potrafimy zaplanować powrót, wykorzystując inne dostępne szlaki zejściowe.

Last but not least

Czyli empatia i kontakt z dzieckiem. Oczywiste? Ale nie zawsze tak naprawdę praktykowane. Współpracę z dzieckiem na szlaku postawiłabym na równi ze świetnym wyekwipowaniem i znajomością terenu. Często dziecko nie da znać, że dzieje się coś niepokojącego, bo zwyczajnie może nie mieć świadomości, że to coś ważnego, np. gdy boli je brzuch, głowa podczas upału, jest wycieńczone lub boi się czegoś. Bądźmy świadomi, jak w danym momencie czuje się nasze dziecko. Oczywiście dzieci są różne, bardziej lub mniej skłonne do sygnalizowania swoich odczuć i potrzeb. Niemniej, porozumienie z dzieckiem i stałe moniotorowanie jego stanu samopoczucia, a już szczególnie na dłuższych, bardziej wymagających trasach, jest w mojej ocenie niezbędne do zapewnienia naszemu dziecku bezpieczeństwa w górach.

Dołącz do nas na FB i Insta